Wydaje mi się, że najzwyczajniej w świecie wyrosłam z koloru różowego. Choć miło mi się kojarzy (przede wszystkim z dzieciństwem, beztroską zabawą ), to jednak staram się na co dzień go unikać. Jest jednak coś takiego, że jak widzę wręcz cukierkowe rzeczy, o których można powiedzieć "kawaii" (urocze), to mimowolnie się uśmiecham...
Cukierkowa wystawa w Casercie (włoskie miasto, niedaleko Neapolu). Znów musicie wybaczyć mi jakość - fotki z telefonu. Mam nadzieję, że jednak można dostrzec np. sztućce ze 'słodkimi' uchwytami
A to metka od cukierków Hello Kitty, kupionych przez moją młodszą siostrę we Free Shop'ie (sklep przy Excalibur City, takim 'parku zabaw'' na granicy Austrii i Czech). Widać pewną nieścisłość językową - w końcu (jak mówi mój profesor od historii sztuki) "polska trudna język" =)
Co sądzicie o tym poście? Macie jakieś propozycje tematów? Przyznam szczerze, że moje komentarze to nie spam (sama też tego nie lubię). Każdy z nich jest przemyślany i ręcznie napisany, choć zamieszczam w nim mój adres bloga. Uważam, że to nic złego, wiele osób tak robi, ale postaram się ograniczyć taką działalność, jeśli to komuś przeszkadza.
Pozdrawiam, K.



