Postanowiłam stworzyć serię postów o tym, jak zainteresowałam się kulturą Japonii i Korei Południowej. Mam nadzieję, że to Was zaciekawi, a może też skłoni to opowiedzenia własnych historii w komentarzach. Postaram przedstawić to w możliwie interesujący i kreatywny sposób, publikując czasem także zdjęcia mojego autorstwa. Zapraszam do lektury...
...
source: http:/ tokyofashion.com and http://shinee-minho.com/ from: http://sobriquetz.blogspot.com/2011/10/harajuku-street-style-2011.html and http://shinee0505.pinger.pl/a/2012/2/23/
Prawdopodobnie sama bym nie zdecydowała się uczestniczyć w tej zabawie, ale zostałam nominowana przez kilka wspaniałych blogerek, więc odczuwam swoistą powinność, iż muszę się jakoś za to im odwdzięczyć ^^
Nie mam zbyt wiele czasu, ale zamieszczę post o trochę innej tematyce niż sobie zaplanowałam (miało być o GD... Znowu, he he). Dodano teledysk do piosenki 'Stand up', która jest znana przede wszystkim miłośnikom dramy 'For you in full blossom' ( pisałam o niej tutaj ).
Dziś tylko króciutko o kolejnym video GD do 'Light it up':
...
Opisywana piosenka jest w klimacie hip-hopowym, a G-Dragonowi towarzyszą Tablo i Dok2. Jednak chciałabym skupić się na detalach w tym filmiku ... Przykładem może być ta małpka, siedząca sobie na głośniku ;)
Dzisiejszy post będzie spontaniczny. Zainspirowało mnie najnowsze video G-Dragona, dotyczącej piosenki "Missing you":
Ha, GD w blondzie na głowie i złocie na rękach ;) Like a boss. W tle oczywiście słychać piosenkę, którą opisuje - w skrócie: ma prostą melodię, jak z dawnych lat, w klimacie takiej muzyki, jaką słuchali jego rodzice. Towarzyszy mu Kim Yuna z grupy Jaurim (osobiście nie znam, ale GD nie wybrałby byle kogo). Ciężko mi być obiektywną, bo (prawie) wszystko, co on nagrywa, mi się podoba. Pewnie będzie tak i tym razem... W głowie już siedzi mi ta melodia ;)
Innym powodem stały się zdjęcia Jang Geun Suk'a, na które trafiłam przed chwilą - przyznam, że nie śledziłam dokładnie, jakie on fotki wstawia, ale dziś ujrzałam jego nową fryzurę: z prostą grzywką! Mam nadzieję, że to tylko peruka (bo pod spodem dostrzegam jaśniejsze pasma).
Jeśli ktoś chciałby mnie zapytać, czy widziałam go przebranego za dziewczynę, to odpowiem: tak, widziałam ;)
Poszperałam trochę dalej i znalazłam inne, sympatyczne zdjęcia:
A tu rozbroił mnie podpis (tłumaczony z koreańskiego): " If i have a daughter next time.. I won't let her have a personality like me..hehe But I'll make her into Asia Prince.. hehe"
Na koniec jeszcze tylko jedna fotka z sesji zdjęciowej do dramy "For you in full blossom":
Kilka dni temu, przekopując zakątki YT, natknęłam się na interesujący filmik, który pokazuje, jak tworzy się twarz tzw. "dollfie"
Dziś miałam trochę czasu i zainteresowana tematem, zaczęłam szukać informacji. Znalazłam polską stronę http://www.villemoart.com/faq/9, na której znajduję się taki oto opis:
"Lalki typu "ball-jointed-dolls" zwane także potocznie "dollfie", to wysokiej jakości kolekcjonerskie lalki, które zdobywają coraz większą popularność na świecie, ostatnio coraz częściej w Polsce. Idea ball-jointed-dolls zaczęła się w Japonii (firma Volks stworzyła pierwsze lalki tego typu i nazwała je "Super Dollfie"), nic dziwnego więc w tym, że obecnie lalki tego typu produkowane są głównie w Azji: Japonii, Korei i Chinach.Lalki stworzone są ze specjalnej żywicy wysokiej jakości, która w dotyku przypomina porcelanę. Główne części ciała, ramiona, łokcie, nadgarstki, biodra, kolana i kostki, są połączone ze sobą okrągłymi stawami (dlatego lalki są "ball-jointed") za pomocą specjalnej, bardzo mocnej gumy. Dzięki temu lalka jest niezwykle mobilna i świetnie pozuje. Dodatkowo taka konstrukcja pozwala lalkę rozłożyć na części, zaś wiele firm oferuje do lalek części zamienne (np inne głowy, dłonie i stopy).O wyjątkowości tych lalek świadczy fakt, że każdy kolekcjoner ma możliwość zmiany lalce zarówno oczu jak i peruki, oraz zrobienia indywidualnego makijażu (samodzielnie lub na zamówienie). Dostępność ubrań, jak i wielu innych akcesoriów daje kolekcjonerom możliwość wystylizowania lalek wg indywidualnych preferencji. Dzięki temu każda lalka może być wyjątkowa i unikalna. WAŻNE! Lalki typu Dollfie (inaczej BJD) są lalkami kolekcjonerskimi - nie są przeznaczone dla dzieci. Lalki są duże (mogą ważyć nawet ponad 2 kg), mają ruchome części, wymienne elementy (np szklane oczy) dlatego też zabawa lalkami przez dzieci musi odbywać się w towarzystwie osoby dorosłej."
Wbrew pozorom takie lalki to nie tylko domena dziewczyn. (Trafiłam na film, gdzie chłopak rozpakowywał swoją lalkę płci męskiej... tak, tak, z dokładnie odwzorowaną fizjonomią - chyba wiecie, co mam na myśli =) Kolekcjoner wcale nie był z tego zadowolony ^^ Hmm... Poza tym taka pasja jest dość kosztowna, gdyż dollfies mogą kosztować od kilkuset do nawet kliku tysięcy złotych (!) Podziwiam kolekcjonerów, którzy mimo wszystko kupują te cudeńka i niestraszne im są wydatki - w końcu pasja to pasja ^^
Podoba Wam się rycerz z limitowanej edycji? Można go kupić za jedyne... 900$
Już wcześniej (nie do końca świadoma tematu) widziałam podobne zdjęcia lalek w strojach japońskiego projektanta H.Naoto (specjalizującego się w stylu gothic lolita):
Mam nadzieję, że ten post kogoś zainteresował. Serdecznie dziękuję za wszystkie odwiedziny i zachęcam do komentowania ;)
Już na wstępie przepraszam za niedotrzymanie obietnicy - już pisałam, że będę dodawać nowe posty trochę częściej, a na słowach się skończyło. We wrześniu chciałabym to nadrobić, bo będę mieć trochę czasu (jeszcze mam wolne, ale w październiku już będę zajęta studiowaniem... W sumie jeszcze ciężko mi uwierzyć, że czas tak szybko płynie i skończyłam naukę w liceum).
Dzisiejszy post będzie zbieraniną różnych ciekawostek... Mam nadzieję, że kogoś to zainteresuje i może dowie się czegoś nowego.
Bubble tea
Pewnie niektórzy może już się spotkali z tym napojem pochodzącym z Tajwanu. Osobiście jeszcze go nie próbowałam, ale czytałam, że jest bardzo smaczny, a pływające w nim kulki mają "żelkową" konsystencję. Ciekawostką jest jednak to, iż nie jest obojętny dla zdrowia, o czym przeczytałam w ostatnim numerze "Wiedza i świat". Mimo wszystko chyba jednak warto uważać i nie spożywać tego napoju w dużej ilości.
Drama "For you in full blossom"
Nie tak dawno pisałam, że oglądałam "Hanazakari no Kimitachi e" i byłam zachwycona... Nie sądziłam jednak, że koreańska wersja będzie równie świetna. Nie wszystkie wątki są wierną kopią oryginału, ale to z pewnością jest zaletą tej dramy.
Owszem, gra tam Minho z SHINee i Suli z f(x) i bardzo polubiłam kreowane przez nie postaci, ale nie sposób nie wspomnieć o koreańskim odpowiedniku Nakatsu. Cha Eun Gyeol jest wręcz genialny. Uwielbiam jego wypowiedzi i styl ubierania się (który jest cu-do-wny!), a nawet fryzurę, bo bardzo pasuje do tej zabawnej postaci.
Drama wcale mi się nie nudzi i z niecierpliwością czekam na kolejne odcinki ;)
An Cafe przyjeżdża do Polski
Pewnie już większość fanów wie, ale może są tacy, którzy jeszcze nie znają tej wiadomości - 13 listopada w Krakowie przyjeżdża chyba najbardziej znany zespół oshare-kei, czyli An Cafe. Uff, na szczęście po tymczasowym zawieszeniu działalności nastąpiła reaktywacja, czego dowodem jest nowa płyta i teledysk do tytułowej piosenki "Amazing blue". Szczerze przyznam, że chyba naoglądałam się za dużo koreańskich produkcji, bo początkowo aż trudno było mi się "przestawić" na japoński styl myślenia. Całość jest jednak tak bajkowa, że ciężko tego nie polubić (chyba, że ktoś nie jest fanem tego gatunku lub nie ma się pojęcia o specyfice japońskich teledysków). Podoba mi się głos Miku i te ich dziwaczne stroje... taa, nawet widelce na palcach - cudo ;)
(Jakby ktoś nie wiedział - w najnowszym "Popcornie" jest plakat ze zdjęciami w strojach z tego MV... w moim pokoju także ;)Pozdrawiam
Już dawno miałam opublikować ten post, ale tak jakoś leżakował sobie w roboczych zapiskach...
Wiele osób wie, że Japończycy maja sake, natomiast już nie każdy kojarzy, że tradycyjny koreański odpowiednik naszej wódki to soju. Inspiracją do tego wpisu była zabawna reklama, która ostatnio regularnie jest emitowana na Arirang TV, przedstawiająca rapującego Amerykanina na temat tego oto alkoholu... szukałam chyba wszędzie, ale nie mogłam znaleźć. Co prawda nagrałam ją z telewizora, ale nie wiem czy wstawiać tu w takiej jakości... jak będziecie się baaardzo domagać, to mogę zamieścić ;)
Inną inspiracją była także drama "Mary stayed out all night" (ze wspaniałym Jang Geun Suk'iem ^^), gdzie zwłaszcza w pierwszych odcinkach soju lało się litrami ;)
Największe jednak wrażenie wywarł na mnie ten filmik. Myślałam, że padnę ze śmiechu, gdy oglądałam video o Polakach, którzy kupowali soju. Nie jest aż tak popularne i dodane w 2007 roku, ale warto obejrzeć... genialnie się potrafili dogadać ;)
(Czy nie uważacie, że niektórzy nie powinni opuszczać granic naszego kraju i przyznawać się, że są z Polski ? He he ;) A na koniec takie tam zdjęcie ^^ Pozdrawiam
Zastanawiam się nad tym, o czym by tu napisać, by Was nie zanudzić. U mnie remontów ciąg dalszy, tym razem w salonie. Dostęp do telewizora (a więc do Arirang TV I KBS World został teoretycznie przerwany). Teoretycznie, bo na szczęście wersja online Arirang śmiga na tablecie mojej siostry ;) Uff, na szczęście. Tak, to pewnie można nazwać wyższym stadium uzależnienia, ale nie zrozumie tego ten, kto nie ma bzika na punkcie k-popu. Wczoraj był odcinek specjalny Pops in Seoul, gdzie były emitowane teledyski zaproponowane przez widzów (m.in. B.A.P - No mercy, B2ST - Beautiful night, Big Bang - Love song).
Natchnęło mnie, żeby zaproponować Wam obejrzenie pewnej japońskiej produkcji, którą zachwyciłam się jeszcze w lipcu. "Zettai kareshi" (czyli po polsku "Idealny chłopak") to komedia, która z pewnością wciągnie każdego miłośnika dram i przystojnych aktorów ^^
W największym skrócie: dziewczyna przypadkowo spotyka pewnego wynalazcę, który oferuje jej wypróbowanie swojego najnowszego robota, który będzie zaprogramowany jak tylko sobie klientka zażyczy. Riko godzi się na propozycję, wypełnia formularz, podpisuje umowę... Taa, ciekawie robi się, jak niedługo po tym przychodzi ogromna przesyłka, a tam robot, który rzeczywiście wygląda jak człowiek ( tak przy okazji - główna bohaterka wynajmuje mieszkanie, gdzie jest ustalone, że nie wolno mieszkać z facetem ;) Urządzenie uruchomiło się poprzez pocałunek.... Wtedy dopiero się dzieje. Robot (zwany na początku 01, a potem Night) łazi za nią, mimo tego, że ona tego nie chce, non stop pyta "Pobaraszkujemy trochę?" (tak jest w wersji z polskimi napisami) lub chce iść na randkę... Co jednak staje się wtedy, kiedy to uczucia wygrywają z oprogramowaniem i robot odczuwa zazdrość czy ból tak jak człowiek ? A oprócz tego w firmie Riko szefem jest przystojny Soshi... i są ciasteczka... i dużo zabawnych, ale także wzruszających scen (przy końcówce mimo wszystko zrobiło mi się smutno, ale nie zdradzę, co mam na myśli).
Wybaczcie, że tak chaotycznie, ale mam nadzieję, że kogoś udało mi się zaciekawić.
Są także pewne przesłanki o tym, że pojawi się koreańska wersja tej dramy pt. "Absolute boyfriend" z ... T.O.P'em ( z Big Bang) w roli głównej! Jeśli to by wypaliło, to byłoby ciekawie, a nawet bardzo. Tabi w roli robota - me gusta ;) Hmm, zobaczymy... Na razie zachęcam do obejrzenia japońskiej wersji. Pozdrawiam ^^
Obiecywałam więcej i częściej publikować, a tu już miałam przerwę. Jest to m.in. spowodowane remontem w moim pokoju (dlatego, gdy tylko mogę, to podpinam router i let's go!) i lekturą książki pani Ewy Kamler "Japonia daleka czy bliska...". Choć została ona wydana w 1988(!), to w wielu aspektach jest jak najbardziej aktualna... W skrócie: to spis obserwacji pewnej Polki, która pół roku spędziła na stypendium naukowym (dotyczącym badań nad rybami, itp.) w Kraju Kwitnącej Wiśni. Gdy wyjechała, w ogóle nie znała japońskiego, a jedynie angielski, więc w pierwszych dniach porozumiewała się na migi. Autorka opisuje praktycznie wszystko, co z tym krajem związane: kuchnię, obyczaje, historię, język... Można tu znaleźć zabawne anegdotki i przemyślenia na temat Japończyków. Całkiem przyjemna lekturka, w sam raz na wakacje... Jedyne, co mnie trochę dziwi, to zapis japońskich słów nie w międzynarodowej transkrypcji, jak to zwykle ma miejsce, tylko tak jak się wymawia ( dlatego nie wasabi, tylko "łasabi" ;)
Innym powodem mojego braku czasu na pisanie jest także oglądanie dram - obecnie kultowe wręcz "Hanazakari no kimitach e"... (mam na myśli oryginał z 2007 roku). Kto nie widział, to niech obejrzy - warto! Dziś prawdopodobnie skończę oglądać to (razem z moją siostrą). Nie będę chyba zbyt oryginalna, jak stwierdzę, że Nakatsu wymiata... Niesamowita postać. Całość przyjemna,taka typowo "mangowa" ( mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi - po prostu komedie na postawie mang/anime są takie groteskowe, nieco przerysowane, co bardzo mi się podoba) - można się pośmiać, a niektóre wypowiedzi powinno cytować się niczym aforyzmy, he he. Fabuła też przeze mnie jakoś tak wyjątkowo lubiana, czyli jak to dziewczyna przebiera się i udaje chłopaka...
A, i jeszcze dodatkowy plus jest wtedy, to jak zna się aktorów z innych produkcji, jak chociażby Masaki Okada z "Otomena".
Dokładnie 28 lipca 2011 opublikowałam mój pierwszy post. Aż trudno mi uwierzyć, że właśnie dziś mija rok od utworzenia tego bloga. Początkowo miał on dotyczyć różnorodnej tematyki (m.in. wstawiałam tu zdjęcia z wakacji), jednak stopniowo stał się bardziej "azjatycki", co jest związane z moją ogromną sympatia do tej części świata. Today is a first anniversary on my blog. Thank you so much for visiting and comments. Lots of love ^^
Przy okazji wyjaśnię pochodzenie mojego nicku, bo pewnie wiele osób zastanawiało się co to może oznaczać. Chiara (czyt. "Kiara"), z włoskiego "jasna", jednak według moich znajomych Włochów miał to być odpowiednik imienia Kinga ( ale rzeczywiście to oznacza Klara ;) Niemniej jednak polubiłam taką ksywkę i często ją stosuję, m.in. podpisując moje posty, komentarze, rysunki.
Dziękuję wszystkim za odwiedziny, każdy (nawet najkrótszy) komentarz, a przede wszystkim za obserwowanie mojego bloga. Dodaje mi to pozytywnej energii , za co ogromnie jestem Wam wdzięczna.
Zdaje sobie sprawę z tego, że publikuję nieregularnie i czasem zbyt rzadko. Postaram się wygospodarować więcej czasu na wpisy i za każdym razem pisać o czymś, co Was zainteresuje. Jeszcze raz dziękuję za wsparcie... Nie sposób wymienić wszystkich, ale szczególnie podziękowania kieruję do blogerek: Ji-Joon, EMOcjonalna, Magdalena B (które ostatnio często komentują moje posty). Trzymajcie się ciepło, bo lato w pełni ;) Pozdrawiam ^^
Opóźnię trochę mój post o soju, a w zamian za to napiszę o zespole, o którym miałam wspomnieć już dawno temu, ale tak jakoś nie doszło to do skutku. Choć nadal jestem jak najbardziej w fazie k-popowej, to jednak warto sobie czasem powspominać i odświeżyć pamięć o japońskiej twórczości...
moi ulubieńcy to ci dwaj w środku
D-Date to przykład popowego boysbandu z Japonii. Czemu się nimi zainteresowałam? Bo śpiewa tam Koji Seto! Może być wam znany m.in.: z dramy "Otomen" (o której pisałam tutaj), gdzie wcielał się w postać Ariake, dramy "Atashinchi no Danshi (jako Satoru), a także z dramy "Koizora" (podkreślam - dramy, a nie filmu - jako główny bohater, Hiro), bardzo smutna, ale piękna historia... Niedawno też premierę miał horror "Sadako 3D", ale nie wypowiem się, bo nie oglądałam (i raczej tego nie uczynię, bo nie lubię horrorów... chociaż gdy gra tam Seto.. hmm... można by zmienić nawyki)
Wcześniej występował w zespole Tetra Fang, a później jednak przerzucił się na radosny j-pop. Koji Seto prowadzi nawet program kulinarny emitowany przez stację NHK.
Aaa, on robi takie pyszności ^^
Oprócz niego na uwagę zasługuje (tylko o rok starszy ode mnie ^^) Arata Horii, który jest równie przystojny i utalentowany ;)
Skoro mamy wakacje, to najbardziej pasuje tu piosenka "Day by day", której melodia, tekst i teledysk są lekkie oraz przyjemne. Przyznam, że gdy słuchałam tego po raz pierwszy miałam dziwne uczucia (przedtem oglądałam słodkie MV tylko z udziałem dziewczyn), ale potem wciągnęłam się i nadal mam uśmiech na twarzy, jak kolejny raz gapię się na te kolorowe obrazki.
Okazuje się jednak, że cały teledysk nie jest już dostępny na YouTube. Na innych stronach także szukałam i nie znalazłam, więc musicie się zadowolić tym króciutkim wycinkiem, promującym piosenkę. ( uff, dobrze, że kiedyś zgrałam cały teledysk na komputer, więc mam pamiątkę... wybaczcie, ale wolę jednak nie publikować go, by nie mieć jakiś nieprzyjemności, że umieściłam to bez pozwolenia. Z Japończykami lepiej nie zadzierać ;)
A teraz zupełnie inny, czyli "Love heaven" (full version):
Chyba jednak koreańskie teledyski są lepsze, zwłaszcza jeśli chodzi o skomplikowane układy taneczne, ale jakoś sentyment do D-Date i japońskiej muzyki ... Pozdrawiam.
Nazwa tej tradycyjnej potrawy nie jest obca fanom Korei Południowej, bo często pojawia się w różnego rodzaju dramach, programach kulinarnych, a nawet znajduje się w tytule słynnego programu Simona i Martiny, czyli "Eat your kimchi".
Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się tego spróbować ^^ Najlepiej jakby to było jeszcze przygotowane przez chłopaków z U-Kiss, he he ;) (Jeśli ktoś regularnie ogląda KBS World, to pewnie to zna, a jeśli nie - to zachęcam do obejrzenia)
Dzisiaj taki króciutki post... jak warunki techniczne pozwolą, to prawdopodobnie jutro będzie dłuższy o soju z zabawnym filmem o Polakach w Seulu, także zachęcam do czekania na kolejny wpis ;)