Powinnam napisać ciąg dalszy z serii postów o moich studiach, jednak tego nie uczynię. Zrobię wyjątek. Będzie krótko, na temat i bez obrazka. Dlaczego? Dzisiejszy spontaniczny post dotyczy praw autorskich, a przede wszystkim jego łamania (zwykle nieświadomego). Mam nadzieję, że to Wam uświadomi skalę zjawiska oraz ryzyko, jakie może wiązać się z dodaniem choćby jednego, niepozornego obrazka na blogu...
Nieważne. Istotne jest to, że każdego z nas, blogerów, może spotkać ten sam los. W świetle prawa takie zachowanie to przestępstwo. Osobiście dopytałam się po zajęciach, jak można sobie z tym radzić. Okazuje się, że nawet podanie linka do źródła nie załatwi całej sprawy. Najlepiej byłoby poprosić o pozwolenie na rozpowszechnianie - podobno prawie zawsze autor takiego zdjęcia/grafiki udziela nam zgody bez żadnych utrudnień. Taa, już u mnie ciężko byłoby to nadrobić, a co dopiero tym, którzy na swoich blogach umieszczają mnóstwo zdjęć... Hmm, a gdyby niektórym zajrzeć też na Facebooka czy Twittera ? Nie chcę nikogo straszyć, ale ostrzegam. Sama w wolnej chwili spróbuję popracować nad tym, bo nie chciałabym, żeby nieodpłatne prowadzenie bloga wciągnęło mnie w długi. Pozdrawiam ^^
...
(ciąg dalszy po rozwinięciu)
Moje studia w toku nauczania mają również taki przedmiot jak ochrona własności intelektualnej, czyli nic innego jak wiedza o prawach autorskich. Anegdota (autentyczna), jaka dziś została opowiedziana na zajęciach, wzbudziła we mnie trochę strachu. Mianowicie znajomy mojej wykładowczyni kilka dni temu musiał zapłacić 8 tysięcy odszkodowania za... umieszczenie zdjęcia na swoim blogu o poezji. Najzwyczajniej w świecie wstawił sobie obrazek ze znanym polskim poetą, bo akurat nawiązywał on do tematu jego posta. Okazało się, że to nie było zwykłe zdjęcie, ale praca pewnej znanej i cenionej autorki. Od razu go namierzono i wyznaczono grzywnę do zapłaty. Cóż, nie próbował nawet dyskutować i grzecznie zapłacił wspomniane 8000 zł. Gdyby choć trochę zaczął negocjować, może sprawa potoczyła by się inaczej i mógłby zapłacić mniej...Nieważne. Istotne jest to, że każdego z nas, blogerów, może spotkać ten sam los. W świetle prawa takie zachowanie to przestępstwo. Osobiście dopytałam się po zajęciach, jak można sobie z tym radzić. Okazuje się, że nawet podanie linka do źródła nie załatwi całej sprawy. Najlepiej byłoby poprosić o pozwolenie na rozpowszechnianie - podobno prawie zawsze autor takiego zdjęcia/grafiki udziela nam zgody bez żadnych utrudnień. Taa, już u mnie ciężko byłoby to nadrobić, a co dopiero tym, którzy na swoich blogach umieszczają mnóstwo zdjęć... Hmm, a gdyby niektórym zajrzeć też na Facebooka czy Twittera ? Nie chcę nikogo straszyć, ale ostrzegam. Sama w wolnej chwili spróbuję popracować nad tym, bo nie chciałabym, żeby nieodpłatne prowadzenie bloga wciągnęło mnie w długi. Pozdrawiam ^^
Przeraziłam się tym troszkę :O
OdpowiedzUsuńTeż miał zajecia z tego przedmiotu na studiach. Jednak widza jaką tam zdobyłam była niewielka;/ Wiadomo, że teraz każdy obrazek, każdy nawet cytat bez podania czyj on jest, to już jest naruszenie praw autorskich. Trochę to jest straszne, ale taka jest prawda. Sama się staram dawać linki do źródeł zdjęć, ale to nadal za mało.
OdpowiedzUsuńZostałaś u nas otagowana, zapraszam! ;>
OdpowiedzUsuńJa z kolei nie mogę ich zapamiętać z twarzy xD jak widzę ich razem to tylko właśnie Hong Ki'ego poznaje xD
OdpowiedzUsuńa przy okazji Zostałaś otagowana na moim blogu
[ anylkaa.blogspot.com ] Zapraszam! :D
Oh, to brzmi nieco przerażająco. Wstawiasz sobie obrazki, myślisz, że jest cacy, a na drugi dzień wysyłają ci rachunek na kilka tysięcy O.O No nieźle.
OdpowiedzUsuńWydaje mi się, że zwykle powinno się pytać o zgodę autora, ale zazwyczaj są oni anonimowi i wtedy pojawia się problem;)
Ohayo! Zostałaś otagowana japoniamoimokiem.blogspot.com
OdpowiedzUsuńTeż miałam prawo własności intelektualnej na studiach i w sumie przez większość zajęć dyskutowaliśmy o tym jakie to prawo w naszych realiach jest już odstające od rzeczywistości :) Trochę też dziwię się, że ktoś tak łatwo zapłacił 8 tysiaków i nawet nie próbował zawalczyć w sądzie, bo o ile rozumiem, że kobieta mogła się poczuć urażona tym, że jej fotografie użyto bez jej zgody i miała prawo domagać się pod nimi podpisu, o tyle, wydaje mi się, że żeby w wyroku dostać tyle kasy, to już musiałby się pomęczyć i wykazać, że rzeczywiście tym umieszczeniem zdjęcia poniosła jakaś sporą szkodę majątkową...
OdpowiedzUsuńZostałaś otagowana na moim blogu http://loralook.blogspot.com/2012/11/tag-liebster-blog.html ;)
OdpowiedzUsuńPrzeraziłaś mnie tym troszkę, chyba zacznę bardziej uważać z tym co wrzucam na bloga :/
OdpowiedzUsuńAle jak dodaję się zdjęcia sławnych osób to nie powinno byc problemów. Przynajmniej ja tak myślę, ale fakt każdemu może się to przytrafic.. :C
OdpowiedzUsuń